Wieczerza w Emaus
Ewangelia, która opisuje dwóch mężów zmierzających do Emaus, tak naprawdę – poprzez alegorię – opisuje drogę życia ludzi wierzących. Ludzi doświadczonych życiem, który z tego powodu co prawda są nieco zagubieni, ale równocześnie – nie zdając sobie z tego sprawy – zmierzają ku prawdziwemu spotkaniu z Bogiem. Co prawda mówi się, że do Boga prowadzi przede wszystkim wiara, nadzieja i miłość.
Opisani w Ewangelii dwaj uczniowie idący z Jerozolimy do Emaus nie kierowali się nadzieją i wiarą. Wręcz przeciwnie, byli pełni smutku i goryczy. Prowadzili między sobą niewesołe rozmowy na temat: A myśmy się spodziewali… Wspominali smutne wydarzenia Wielkiego Tygodnia i fakt Pustego Grobu – na który nie umieli popatrzeć inaczej, jak tylko na jeszcze jedną tragedię: Przeraziły nas kobiety... I wtedy właśnie – do tych smutnych i zniechęconych uczniów – Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Sam Zmartwychwstały Pan dołączył się do drogi uczniów, która początkowo nie zmierzała w dobrym kierunku, nie można było o niej powiedzieć, że była pielgrzymką, a raczej ucieczką od miejsca, w którym się tyle spodziewali. Jednak od tego momentu kiedy do ich drogi dołączył Jezus, nawet nierozpoznany, ponieważ oczy ich były niejako na uwięzi – zmienił się zasadniczo charakter ich podróży.
Bóg się objawia człowiekowi w codzienności, nie potrzebuje cudów, aby wskazać człowiekowi inną drogę. Tak jak dla mężów zmierzających do Emaus, wszystko wydaje im się takie naturalne. Ot zwykły przechodzień. Nawet nie zdają sobie sprawy, z kim tak naprawdę idą razem, krok w krok. Razem idą naprzód. Razem chwytają i nabierają oddech... Z czasem zaczynają rozmawiać… mimo że Zmartwychwstałego Chrystusa uczniowie nie rozpoznają, On z łatwością nawiązuje z nimi życzliwy kontakt.
Uczniowie zmierzający do Emaus byli zrezygnowani i przestraszeni, ale od momentu kiedy zaczęli rozmawiać z Bogiem ich droga nie prowadziła na zatracenie. Rozmowa zatarła między nimi dystans, zbliżyła Boga i człowieka. Dla zrozpaczonych uczniów ten Nieznajomy nagle stał się bliski, do tego stopnia, że przestraszyli się rozstania z Nim. Bo kiedy przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej – dwaj uczniowie – przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Kiedy już człowiek naprawdę zacznie rozmawiać z Bogiem, trudno sobie wyobrazić czas, w którym będzie to niemożliwe. Dlatego uczniowie, kiedy dotarli do celu swej drogi, nie wyobrażali sobie, że zostaną sami, bez tego Nieznajomego i kojącej rozmowy z Nim.
Tak szczegółowo zatrzymuję się przy opisie drogi uczniów do Emaus, ponieważ wydaje mi się ona streszczeniem całego naszego chrześcijańskiego życia, a nawet streszczeniem całej „Dobrej Nowiny” skierowanej od Boga do człowieka.
Droga uczniów do Emaus – przypomina mi także Eucharystię. Na początku Mszy św. jest wyznanie naszej małej wiary. Naszych zmartwień, naszej niekonsekwencji. Później przez lekturę Starego i Nowego Testamentu – następuje wyjaśnienie tajemnic zbawczych – i umocnienie naszej wiary. Wiara rodzi się bowiem ze słuchania. Kulminacją Mszy św. jest łamanie chleba. Tak, jak kulminacją drogi uczniów zmierzających do Emaus była wieczerza i łamanie się chlebem. Wtedy Chrystus jest najbardziej obecny. Pod postacią chleba i wina.
W czasie, kiedy w drodze Jezus wyjaśniał Pisma i rozmawiał ze swoimi zatroskanymi uczniami jedynie pałały ich serca. Gdy zaś zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go. Wszystko to dokonało się w takiej zwyczajności, droga, podróż, oberża, stół i łamanie chlebem. Bóg przemawia w zwyczajności. Świetnie to ukazuje Caravaggio o obrazie „Wieczerza w Emaus” znajdującym się w Galerii Narodowej w Londynie. W obrazie włoskiego mistrza wszystko jest zwyczajne, przestrzeń oberży z czasów życia malarza, zwyczajny stół nakryty białym obrusem, siedzący przy stole prości ludzi o zniszczonych twarzach, odzianych w znoszone ubrania.
Każdy szczegół w dziełach Caravaggia służy snuciu opowieści. Jednak w tym obrazie widzimy wyraźną dążność malarza do tego, abyśmy wzięli osobisty udział w tym zdarzeniu. Niejako zaprasza nas do wspólnego stołu. Poprzez iluzjonistyczne efekty wychodzenia z płaszczyzny obrazu, malarz dążył do niemal fizycznego zaangażowania odbiorcy i wykorzystał różne środki, aby przełamać granicę pomiędzy namalowaną przestrzenią a światem widza. Kawałek krzesła został ucięty przez ramę, więc postać Kleofasa niemal wchodzi w sferę patrzącego, który może prawie doświadczać jego napięcia. Kosz z owocami stoi niestabilnie na krawędzi stołu. Rozpostarte w ekspresyjnym geście ręce ucznia po prawej stronie (według Caravaggia to Jakub, ponieważ na jego szacie umieścił muszlę, atrybut pielgrzyma) zdają się wychodzić poza płaszczyznę płótna i odbijać dynamiczne linie krawędzi stołu, które zbiegają się na postaci Chrystusa. Przed Nim zaś znajduje się starannie dopracowana martwa natura – mistrzowski pokaz doskonałości faktury, cieni padających na biały obrus – na stole leży gruby kawałek chleba, realistycznie przedstawiony pieczony kurczak, a światło przechodzące przez wodę tworzy jasny punkt w cieniu karafki. Nie jest to jednak zwykły posiłek, ale moment boskiego objawienia.
Zwróćmy uwagę, na to wszystko co umieścił z takim mistrzostwem Caravaggio na stole. Zacznijmy od owego, balansującego na krawędzi kosza, wysuwającego w naszą przestrzeń widza, domagając się zauważenia i słów podziwu – dla tej doskonałej iluzji.
Koszyk z owocami, przesunięty nad krawędź stołu, wyjaśnia znaczenie pojawienia się Chrystusa. Nie ma nic pewnego w naszym ziemskim życiu, skoro śmierć przestaje być nieodwracalna. Kosz pełen jest nieco przejrzałych owoców. W koszyku widzimy jabłka, winogrona, granaty oraz figi. Koszyk ma jednak znaczenie symboliczne: przejrzałe jabłka oraz pleśniejące figi symbolizują grzech pierworodny, zaś owoce granatu symbolizują koronę cierniową i winogrona (nawiązujące do wina eucharystycznego), symbolizują krew Chrystusa. Połączenie owocu granatu (w czasach starożytnych granaty kojarzono z wiosną i płodnością) i winogrona to tradycyjny symbol zmartwychwstania Chrystusa i jego triumfu nad grzechem. Krytycy zwracali uwagę na fakt, iż są to owoce letnie, niepasujące do sceny, która miała rozgrywać się na wiosnę tuż po Wielkanocy. Jednak do tego obrazu zostały wybrane ze względu na ich symboliczne znaczenie. Podobnie jak i inne przedmioty na stole w oberży w Emaus: wino i chleb, naczynie z wodą, upieczony kurczak. Caravaggio świadomie nawiązuje tu do starochrześcijańskiej symboliki sakramentu Eucharystii i męki Chrystusa, którą Eucharystia uobecnia. W czasach Caravaggia uczeni interpretowali wieczerzę w Emaus – podobnie jak Ostatnią Wieczerzę – jako prefigurację sakramentu eucharystii, gdy chleb i wino ulegają przeistoczeniu w ciało i krew Zbawiciela, na znak Jego poświęcenia i męczeńskiej śmierci. Do Męki Chrystusa metaforycznie nawiązują również szeroko rozwarte ramiona apostoła, zdumionego obecnością żywego Jezusa, to aluzja do krzyża.
Caravaggio umieścił biblijną scenę we współczesnych, codziennych realiach. Gdyby dziś powstawał ten obraz, Chrystus i jego towarzysze mieliby współczesny ubiór, taki jaki zakłada się wyruszając na wycieczkę w góry. Karczmarz i dwaj uczniowie to raczej ludzie z najniższych sfer, z gminu, a nie pochodzący z wyższych sfer, wykształceni duchowni z początku siedemnastego wieku.
Chrystus ukazany jest jako młody mężczyzna. Nie od razu rozpoznajemy Jezusa w tej zaokrąglonej twarzy, o szpiczastym podbródku bez zarostu. W przedstawieniu Go bez brody Caravaggio uległ być może wpływowi malarstwu Michała Anioła z „Sądu Ostatecznego” w Kaplicy Sykstyńskiej. Na obrazie Caravaggia Chrystus jest pełen spokoju, zadumy, która sprawia, że w porównaniu z pozostałymi postaciami wieczerzy, mamy wrażenie jakby należał do innego świata, uwolnionego od człowieczego cierpienia i przemijania. Jest już „w innej postaci” jak czytamy w Ewangelii Marka. Ten właśnie sposób przedstawienia sprawia, że dla nas wpatrujących się w ten obraz intensywniejsza staje się świadomość cudu Zmartwychwstania.
Dodatkowym elementem obrazu uświadamiającym nam niezwykłość postaci Zmartwychwstałego jest światło. To kolejny element, który uświadamia nam, w jak niezwykły sposób Caravaggio potrafił opowiadać o tak jednostkowym wydarzeniu (jakim było zmartwychwstanie) używając jedynie prostych efektów podsuniętych przez samą naturę.
W tym obrazie ostre światło uwypukla postacie na tle ciemnej ściany i skupia uwagę patrzącego. To światło pozwala wprawnemu obserwatorowi zauważyć, że mimo całej zwyczajności Chrystus jest jakiś inny, przecież On już jest Zmartwychwstały. Jeśli to sobie uświadomimy, to musimy zauważyć, jak ogromna jest Jego przewaga nad nami. My dopiero kiedyś tacy będziemy. Ale jest to przewaga bez dystansu, przez Caravaggia zasygnalizowana jedynie światłem, u którego blasku i my już się rozgrzewamy. Od Chrystusa bije wewnętrzne światło. Pośród głębokich, ciemnych barw i spowijających wszystko cieni, postacie obrazu są rozjaśnione padającym z lewej strony światłem, jednak w przypadku Chrystusa jego twarz jest nie tylko rozświetlona bocznym światłem, jak już nadmieniłem, światło ponadto promieniuje z oblicza Chrystusa. Dlatego choć oberżysta stoi w smudze światła, jego cień nie przesłania jaśniejącej wewnętrznym blaskiem twarzy Zmartwychwstałego. W ten sposób Caravaggio podkreślił prosty fakt, że Chrystus nie podlega ziemskim prawom. Dając mu wewnętrzne źródło światła malarz izoluje Go od świeckiego, realistycznego otoczenia. Postać Jezusa, zdaje się zawieszona pomiędzy światłem i ciemnością, otoczona cieniem właściciela gospody, który stoi nieruchomo w ciemności. Natomiast wewnętrzne światło płynące od Chrystusa – rozjaśnia twarze jego uczniów. Oberżysta, który nie pojmuje znaczenia rozgrywających się w jego karczmie zdarzeń, jest poza światłem rozchodzącym się od Chrystusa. Jest to światło wiary, dlatego twarz karczmarza jest jeszcze w cieniu.
Caravaggio zilustrował końcowy moment opowieści o uczniach zmierzających do Emaus, gdy podróżny z którym wędrowali, na ich zaproszenie, zasiadł do wspólnej wieczerzy. To jest kulminacyjny moment tej opowieści. Dlatego właśnie ten jeden moment, najbardziej dramatyczny w swej wymowie, moment zaskoczenia, rozpoznania swego Mistrza przez uczniów, wybrał Caravaggio aby go przedstawić na swoim płótnie.
Ten moment jest niezwykle ważny w tej scenie, dlatego podporządkowane są mu wszystkie elementy obrazu. To z tego powodu nawet przypadkowy oberżysta znieruchomieje przy Jezusie, zapominając o swych obowiązkach, bo i on zaczyna się czegoś domyślać...
Zdumienie uczniów ukazane zostało z porywającym mistrzostwem. Uczeń z prawej (z twarzą starego, zniszczonego życiem robotnika z muszlą przypiętą do szat) ukazany jest w dramatycznym, gwałtownym poruszeniu – właśnie rozpoznał Chrystusa. Gwałtowny ruch ciężkich, spracowanych rąk – będący co prawda zwyczajną gestykulację południowca – dobrze oddaje targające go emocje. Ale ma również znaczenie symboliczne Kleofas rozpościera ramiona w geście przywodzącym na myśl ukrzyżowanego Chrystusa. Jego lewa dłoń – w silnym perspektywicznym skrócie – sięga poza przestrzeń obrazu, jak gdyby starała się wciągnąć w nią widza.
Podobnie gwałtowna, choć bardziej powściągana jest reakcja drugiego ucznia – jest to zapewnie Kleofas, jego odkrycie z kim ma do czynienia, aż unosi go z krzesła, a jego obdarty łokieć zdaje się wystawać poza obraz. Dzięki tym prostym zabiegom iluzji malarskiej obraz Caravaggia sprawia wrażenie, że i my uczestniczymy w tym cudzie, rozpoznania Chrystusa podczas łamania chleba.
Karczmarz (niewymieniony w Biblii) spogląda na swojego gościa, niczego nie rozumiejąc. Z całej jego postawy – zauważmy, że nie zdjął czapki – widać, iż nie wie, z kim ma do czynienia. Jego bierność kontrastuje z emocjami uczniów, którzy przed chwilą rozpoznali Chrystusa. Ten mężczyzna wprowadza do obrazu element kontrastu: podczas gdy apostołowie reagują zaskoczeniem, on stoi i biernie przygląda się całej scenie, symbolizując wszystkich ludzi pozbawionych wiary.
Chrystus wykonuje gest charakterystyczny dla kapłana; unosi prawą dłoń w geście błogosławieństwa, ale jeszcze nie przełamał chleba. Dopiero w tym momencie zaskoczeni uczniowie przypominają sobie Ostatnią Wieczerzę i rozpoznają Go. Jednak zaraz po tym, jak uczniowskie oczy otworzyły się i poznali Go, On zniknął im z oczu.
Realność tej sceny namalowanej przez Caravaggia, współczesne stroje dla czasów artysty, próba nawiązania kontaktu z widzem poprzez elementy wchodzące w naszą przestrzeń przyglądających się obrazowi, symboliczny stół, ma zwrócić naszą uwagę na cud, w którym mamy możność uczestniczyć w naszej codzienności, jakim jest Eucharystia, a w niej kulminacyjny moment jakim jest przeistoczenie chleba i wina w ciało i krew Chrystusa.
W momencie przyjęcia komunii Chrystus pod postacią chleba i wina przestaje być dla nas widoczny, dla naszych cielesnych oczu – tak jak wtedy w Emaus. Ale one są już wtedy niepotrzebne. Od tego momentu powinniśmy patrzeć oczyma duszy, oczyma wiary, która pozwala dostrzec to, co dla cielesnych oczu jest niewidoczne. Przez wiarę musimy się stać takimi, jak uczniowie w Emaus, zawrócić z błędnie obranej drogi i powrócić do Jerozolimy zupełnie odmienieni.
Uczniowie Jezusa po wydarzeniach Wielkopiątkowych do Emaus zmierzali przygnębieni, smutni, zawiedzeni. W niedzielę Zmartwychwstania po spotkaniu w Emaus są przepełnieni radością. Biegną z radością do Jerozolimy, aby głosić, że Chrystus Zmartwychwstał, a jeśli On Zmartwychwstał poprzez wiarę i my kiedyś martwych powstaniemy. To doprawdy Dobra Nowina. Bo zmartwychwstanie – to całkowite przeobrażenie człowieka. Wyleczone zostają wszystkie nasze rany. A smutek zastąpi radość, zawód zastąpi nadzieja i wiara, która daje już tu na ziemi uzdrowienie a w Niebie zbawienie.
o. Eugeniusz Grzywacz SP


Hotel św. Norberta i Restauracja
Polska Prowincja Zakonu Pijarów